Rozmaryn

Pierścionek zaręczynowy. Coś cennego. Coś wykonanego ludzką ręką. Coś autentycznego, za czym stoi wysiłek poszukiwaczy złota i drogocennych kamieni, troska i staranność jubilerów, odwaga i wiedza dzielnych podróżników, którzy mimo wszelkich niebezpieczeństw… i tak dalej. Krótko mówiąc: praca – uniwersalna waluta ludzkości. Tak mierzy się wartość w sposób absolutny. Jestem autentycznie wzruszona.

— To dla mnie? 

Mówię z rytualnym niedowierzaniem. 

— Dla ciebie, najdroższa.

Rozmaryn także jest wzruszony. 

W tych czasach to można sobie trochę powybrzydzać, więc wydawałoby się, że co jak co, ale w mężczyznach to nic, tylko przebierać. Sytuacja jednak przypomina salon o zróżnicowanej strukturze podażowej. Gdybym była milionem dolarów, to oczywiście zaczęłabym od najdroższych modeli. Ale nie jestem.

Scenerię mamy bajkową. Zewsząd dobiegają dźwięki tropikalnego lasu. Ekipa rozstawiła sprzęt grający. Rozgrywamy się w przestrzeni realnej, mentalnej i hipotetycznej.

Zastanawiam się: czy w dobie powszechnej, dostępnej na pstryknięcie palców informacji ktoś skusiłby się, aby spożyć owoc z drzewa wiadomości? Przecież oprócz wiedzy mogłoby rosnąć na nim mnóstwo plotek, propagandy, mętnych dyskusji, wymyślonych fabuł i bredni. I to za cenę utraty komfortowej miejscówki w raju… 

A może tu chodzi o drzewo świadomości? Przestrzeni, w której informacja zostaje rozpoznana, uporządkowana, podzielona na przydatną i nieprzydatną, zaopatrzona w myślowe powiązania, aby łatwo można było się w jej kontinuum poruszać? Owoc tej świadomości dojrzewa w nas przez całe życie. Jest jej skutkiem. Więc choćby nie wiem jakiej retoryki kuszenia użył kusiciel, trudno go spożywać z pominięciem drogi, która do niego prowadzi. Owoc świadomości per se nie rośnie poza nami. 

Pozostaje jeszcze drzewo oświecenia. Dar. Coś więcej niż świadomość i droga. Słowa stają się bezsilne. Świadomość osoby wykracza poza nią samą. 

— Koniec rozważań. 

Głos z reżyserki zamyka je w idealnym momencie.

Więc stoimy. Rozmaryn i ja. Owoc zakazany kołysze się w gadzim pysku, a radio gra naszą ulubioną melodię. Czuję, że jeszcze chwila i zrzucę z siebie sukienkę, by mógł ujrzeć mnie taką, jaką sobie wymarzył. Jeszcze chwila i oszalejemy razem w dzikiej żądzy pośród tropikalnej przyrody. Jeszcze moment, a miniemy punkt, poza którym nic nie będzie już takie samo…

Przymykamy z Rozmarynem powieki. Przerwa na reklamy.

Proszę czekać...