Na golasa

Po reklamie. Czuję, jak seksualność Rozmaryna, stymulowana odsłanianiem mojego ciała, pożera go. Pomału traci on kontrolę nad zmysłami. Czyżby to właśnie był ten owoc? Czyżbym to ja nim była? Czyżbym w akcie utraty raju na rzecz małżeństwa miała zostać pożarta. Albo, co gorsza, zeżarta? I to przez Rozmaryna? A jeżeli mu zaszkodzę? Stanę kością w gardle albo okoniem-karaskiem? Jako kobieta jestem wszak, chcąc nie chcąc, obiektem męskich pożądań. I to zasadniczo w przestrzeni wizualnej. Cóż począć. Moja nagość ma moc kierowania uwagą i świadomością Rozmaryna. Pamiętam, jak babcia mawiała: Kobieta musi przede wszystkim wyglądać. Oj, wcale mnie to nie bawi. Zastanawiam się, co się stało z moimi pożądaniami. Czy kiedykolwiek zadałam sobie to pytanie? Na szczęście powieki mamy ciągle zamknięte. Jakbyśmy byli noworodkami.

W międzyczasie scenografia kuszenia powraca do wariantu klasycznego. Raj staje się teraz leśno-ogrodowy. Przewody, kable, ekrany, spoty – wszystko to zostało starannie ukryte. No i robi się groźnie. Rozmaryn i ja stoimy na jakichś kłujących trawach, szyszkach i płożących łodyżkach-modliszkach. Nagość – mówimy – a przecież znaczy to zasadniczo: bezbronność, tkliwość, wrażliwość… Za żadne skarby świata nie chcę się kłaść na tych wszystkich mchach, liściach, mrowiskach, pasożytach, grzybach, drobnoustrojach. Nikt nam wprawdzie nie powiedział, że jesteśmy nadzy, lecz przecież zawsze byliśmy. Chroniła nas bawełniana bielizna, klimatyzowane domy z betonu i muzyka w słuchawkach. Nasza nagość była najpilniej strzeżoną tajemnicą cywilizacji, najbardziej chronioną strefą strategiczną. Nie sprzyjały jej deszcze, śniegi i wiatr. Dłużące się w nieskończoność jesienie i zimy. Nie sprzyjał szorstki las strefy umiarkowanej. 

W imię ochrony naszej nagości lęk człowieczy sprzymierzony z technologią podpisał wyrok na przyrodzony raj. Tym razem utracony pod czujnym okiem mediów. Słupek oglądalności szybuje w niebo. W pełni świadomie co do przyczyn i przewidywanych skutków antropoceńskie wymieranie gatunków transmitowane jest na żywo. 

— Cięcie.

Głos reżysera nie jest w stanie ukoić we mnie smutku. Czuję, że się pocę od nagrzanego reflektora. Ale nie potrafię rozstrzygnąć, czy jest to światło sztuczne czy naturalne.

— Pan Rozmaryn proszony jest do twista.

— Hę? Do czego?

Oboje z Rozmarynem patrzymy po sobie.

— On najpewniej zwariował. 

Rozmaryn wydaje się nie mieć w tej kwestii wątpliwości.

Proszę czekać...