Wiosna

Porozmawiaj ze mną, najdroższa. Krainę czarów niech wypełni odgłos życia, opar poranka i spojrzenie. Twoje i moje. Świat trwa w niebiańskiej harmonii, od kiedy powołany został do życia, lecz teraz pojawił się ktoś, kto komuś o tym opowie. Porozmawiaj ze mną, najdroższa. Dokończmy dzieło stworzenia.

Od rana gwar i harmider. Przez otwarte okna głosy, przekomarzania, dziecięce nie-bo-nie, zapach kawy i rogalików. Szczeka pies. Żeby dostrzec szczegóły, musiałbym włożyć okulary, ale nie będę ci się dziś zbyt uważnie przyglądać. Twoja postać, zdawałoby się na wieczność utrwalona w zapisie dotyku, zapachu i głosu, wraz z rozpraszającą się niezmiennie energią wszechświata i tak jest coraz mniej wyraźna. Pomimo tej utraty nie skupiamy się jednak na żalu. Nas przecież nigdy nie było. Zatruty kawałek jabłka z minionej epoki ostatecznie wypada ci z ust. 

Jeszcze odrętwiała, nieposkładana, z trudem przyjmujesz do wiadomości ten czerwcowy słoneczny poranek. Wiadomo, że w kapsule własnych wyobrażeń mieszka ci się dobrze. Bezpiecznie przemieszczasz się pomiędzy jednym nie pamiętam a drugim. Coraz bardziej jednak niepewna jesteś swojego miejsca. Jak dziewczynka zagapiona w pejzaż przesuwający się za oknami pociągu, podajesz w wątpliwość wiedzę, co się względem czego przemieszcza. Wreszcie przeciągasz się jak zwierzak i stwierdzasz bez wielkiego zdziwienia, że oto jesteś osobą cielesną. Od teraz dotyczą cię już wszelkie fizjologie, alchemie i astrologie. Kolorowe skrzydła odwracasz do słońca. Jeszcze chwila i otworzysz oczy. 

Lecz nie dostrzeżesz mnie od razu. Pierwszeństwo przede mną będą miały dźwięki, zapachy i kolory. Pierwszeństwo będą miały lądy i oceany, rośliny i zwierzęta. Potem zjawi się słowo. Najpierw pojedyncze, przypisane do rzeczy, czynności, następnie do cech i czasu. Słowo towarzyszyć będzie twoim uczuciom i opisze świat. Stanie się narzędziem poznania. Ale także władzy i manipulacji. Bywa odpowiedzialnie zamknięte w brzuchach ksiąg, jednak częściej beztrosko krążące wśród ognisk, jarmarków i wyświetlaczy telefonów. Ale bywa też – groźnie wzbierające w bezkształtny bełkot. Któregoś dnia twój umysł zatrzyma się w ciszy i w pustce. I poszukasz mądrości, której nie wyrażają zdania. Ukrytej gdzieś w szumie traw, w trwaniu życia ze wszystkimi jego przejawami, w wielości, w wymianie, w obserwacji przejawów bytu. Na jakiejś drodze, w jakimś miejscu świata przystaniemy na chwilę i znieruchomiejemy, żeby nie zakłócać przeznaczenia. 

— Czy to ty? — spytasz.

— Tak, kochanie, to ja.

— Tak dawno się nie widzieliśmy. Długo czekasz?

— Parę minut — odpowiem.

Proszę czekać...