Afisz

Najbardziej pamiętasz zapach. Dziwna mieszanina śladów kleju, farb, kurzu, starych rupieci, peruk, kostiumów. Jest w nim wszystko. Można by wyliczać, ale wszystko to przecież bardzo dużo. Zapach życia zamkniętego w świątyni życia. Nie chcesz sobie przypomnieć, od jak dawna.

Oczy błyszczały ci z zapału, gdy odkrywałaś ten teatr dla siebie. Jak w starej piosence: Podłoga z desek, księżyc z blachy. I biała maska z papieru profesjonalnie skrywająca nieprofesjonalne drżenie ust.

— Kim jesteś, piękna maseczko? – żartowałem, a wokół ciebie tańczyły twoje piękności. Potem mówiłaś, że ten obmierzły świntuch dyrektor znowu cię obmacywał. 

Powiedz mi, czy to jest taka gra? Dla mnie wyglądało to tak, jakbyś codziennie rano, zanim zdecydujesz się pokazać światu, przymierzała, stojąc przed lustrem, wszystkie te swoje kobiece atrybuty: piersi, pupę, nogi, usta, oczy, wybierając je po prostu z szafy jak ubrania. Jakby wszystko to, czym uwodzisz, nie należało do ciebie, lecz było starannie zaprojektowane dla uzyskania efektu. 

Oto jest teatr. Emocje kolorują obiektywną, pozbawioną smaku i sensu rzeczywistość. Pozwalają ją interpretować z pominięciem żmudnych, niekończących się analiz. Są szybkie i decyzyjne, w pełni osobiste, obecne jako instrument bycia świadomego. Niezmiennie zmienne i zawsze żywe. 

Pożyteczna empiria, od zawsze powątpiewająca w podmiotowość świadomego bytu, zajmuje miejsce za kierownicą. Lecz chociaż świetnie prowadzi, potrafi czytać mapę oraz prognozy meteo, to nie zna niestety celu podróży. Może zatem wszystko uczynić, nie wie tylko po co. Jej słowa nie są w stanie objaśnić same siebie. Generują jednak masowo paplaninę z wyższej półki. Zdania, jedno przez drugie, cisną się na prominentne usta, do mikrofonów, w skrypty scenariuszy i na karty podręczników. Tłoczą się, zmieniają w chaos, w bezsensowny szum fal. Morskichradiowychkwantowych. Łysa małpa z rozdziawioną buzią gapi się na niebo rozgwieżdżone ponad nią. Wie, że nic nie wie. Zachwyca się, wątpi i czeka na szczęśliwe dokończenie powieści.

— Żadnych więcej niestworzonych historii, proszę, już mi nie opowiadaj. Nie da się uciec w imaginację – tak mówiłaś, chociaż przecież byłaś tej imaginacji kapłanką. 

— Za siedmioma górami, za siedmioma lasami, za siedmioma rzekami żyła sobie księżniczka bajek. Mieszkała w luksusowej garderobie ze srebrną wanną. Usługiwało jej dziewięć muz – odpowiadałem ci. Uśmiechałaś się na to delikatnie.

Na widowni aż gęsto od oczekiwania. Tekst z wdziękiem ucieka ci jak ten króliczek, co go trzeba gonić. Więc się lekko niepokoisz. No, ale zaczynamy. Kurtyna bezszelestnie sunie w górę.

Proszę czekać...