Seniorita

Opowieść snuje się jak dym. Albo nić, droga, dukt. Jak linia kolejowa albo wysokiego napięcia. Ostatecznie jak odór niepochowanych ciał przegranych bohaterów. Pacyfista Fernando, źródło kompromitacji całego aparatu korridyjskiego, neurotyk i gamoń, co nie chciał walczyć i zginąć w walce, nie będzie tej opowieści bohaterem. Piach prawdziwie będzie się wciskać w oczy i zgrzytać między zębami. Krew prawdziwie weń wsiąknie. Pył bitewny nie opadnie tak szybko jak martwe powieki czy kapelusze wiwatującego tłumu rzucone w górę w geście radości z odniesionego zwycięstwa. Tryumfujące dobro nie będzie relatywizowane przez podejrzane ścieżki myślowe, rozmywające klarowny obraz wykładni. Pokonane zło nie wywinie się tą drogą od surowej kary za uczynki, których się dopuściło. Cierpienie jednych będzie słuszne, innych niesłuszne. Surmy zagrzmią, hufce wzbudzą tumult. 

Na lewym skrzydle galopada w tromtadracji dopada jak jastrząb i rozdziera na sztuki. Na prawym salwa wyśmienitej artylerii dedykowana salwującym się ucieczką. Nikczemne, martwe ciała balansują w powietrzu, bilansując jednocześnie rachunki krzywd. Tysiące gardeł krzyczą. Nasi wciąż w natarciu, w błocie, w pierwszej linii. Wszy, szynele, szyny, eszelony. Pluskwy, pociski, łuski i zygzaki błyskawic. A dokąd, a dokąd, a dokąd tak gna? Do ostatecznego zwycięstwa, ty durniu. Dopóki ostatni Szwab, Rusek, Żabojad, Angol, Makaroniarz, a nawet Szwed, dopóty para gorąca kołami z dwóch boków. Ani kroku wstecz, ani jednego guzika od munduru, ani razu nie posramy się ze strachu. Niebo jaśnieje w łunach pożarów. Zasieki, transzeje, leje. Potrzebujemy wsparcia z powietrza. Zbombardujcie tych skurwieli! I jeszcze coś o kamieniu, co na kamieniu się nie ostał. O grobach, praojcach i ziemi, co garściami, pazurami. O wietrze, łopocie, tętencie, tarabanie. Coraz słabiej słyszalne, coraz mniej wyraźne. Jeszcze tylko oddech. Ciągle życiodajny. Z żabiej perspektywy leżącego, świat jak film. Albo opowieść. Ale bez zakończenia. Świadomość wszak nie zazna nigdy kresu samej siebie.

Po drugiej zaś stronie narracji znajduje się czerń rozłożystej atłasowej sukni. Kontrastuje z białą karnacją twarzy, szyi i dłoni. Koronki, perły, karmin ust, róż na koniuszkach palców. Wachlarz malowany przez utalentowanego artystę przedstawia pejzaż śródziemnomorski. Gorset ciasno opina ciało. W upale, pod parasolką przeciwsłoneczną, z lornetką przy oczach oglądasz derby. Ten przedziwny kostium, w który ubrała cię twoja epoka, zapewne przeszkadza ci w okazywaniu emocji. No bo niby dlaczego siedzisz tak nieruchomo w chwili, gdy wojownik unosi w górę ręce? Czyżby nie interesowało cię wywalczone w imieniu całej ludzkości zwycięstwo?

Proszę czekać...